Ja jestem PAN, ich Bóg” (Wj 29,46). Namiot Spotkania był jedynym legalnym miejscem sprawowania kultu Boga Izraela podczas wędrówki narodu wybranego do ziemi obiecanej aż do czasu zbudowania świątyni w Jerozolimie. Namiot Spotkania jest miejscem wybranym przez Boga Izraela na spotkanie ze wspólnotą (hebr. ʽēdā(h)) ludu Bożego.
Kobiety nie pozostawały zamknięte w tradycyjnych rolach, ale wykraczały poza nie, zdobywając uznanie. Poemat z Prz 31,10-31 oraz opowiadania o stworzeniu i ogrodzie Eden (Rdz 1-3) są m.in
Błyskawica ze Wschodu, Kościół Boga Wszechmogącego powstał z uwagi na ukazanie się i dzieło Boga Wszechmogącego, drugie przyjście Pana Jezusa, Chrystusa dni ostatecznych. Składa się z tych wszystkich, którzy przyjmują dzieło Boga Wszechmogącego w dniach ostatecznych i zostają zdobyci i wybawieni przez Jego słowa.
1° Zakazane było okrutne traktowanie niewolników: Wj 21,20-27. 2° Mieli udział w odpoczynku świątecznym: Wj 20,10. 3° Mieli pewne prawa odnośnie zawierania małżeństw, tzn. nie byli zdani na samowolę panów: Wj 21,3-11. 4° Mieli prawo wyzwolenia w tzw. rok szabatowy: Wj 21,2-6; Pwt 15,12-18.
Iz 44, 8; Ha 1, 11; Ps 18, 32). Wielokrotnie H;Ala/ wydaje siê imieniem w³asnym Boga Izraela (Ps 50, 22; por. 114, 7; 139, 19; Prz 30, 5; Ha 3, 3). W Ksiêdze Hioba obok lae w³aœnie H;Ala/ jest najczêstszym imieniem Boga: w ca³ej Biblii ³¹cznie 57 razy, z tego w Ksiêdze Hioba a¿ 42 razy.
Nie można mówić o złośliwości Boga, tylko o dopuszczaniu następstw ludzkich wyborów — w tym wypadku władcy prześladującego Izraela, podobnie jak w ciągu historii było bardzo wiele cierpień indywidualnych osób oraz grup, całych narodów, które mogły wywołać krwawą reakcję.
. Opublikowano: 2014-10-05 11:29:53+02:00 · aktualizacja: 2014-10-07 11:49:12+02:00 Dział: Kościół Kościół opublikowano: 2014-10-05 11:29:53+02:00 aktualizacja: 2014-10-07 11:49:12+02:00 Czasami wiara niektórych chrześcijan jest zadziwiająco wybiórcza. Nie wszyscy wierzą na przykład w istnienie aniołów, uznając je za jakiś relikt myślenia politeistycznego, a opisy anielskich misji (polegających na przekazywaniu orędzia od Boga, objaśnianiu wizji, wymierzaniu kary, wspieraniu, umacnianiu, ratowaniu życia itp.) traktują tylko jak symbol Bożej opieki, formę literacką lub coś w tym rodzaju. Krążył nawet taki dowcip wśród biblistów (który usłyszałem z ust ks. prof. Waldemara Rakocego) o tym, jak archanioł Gabriel zwiastował Pannie Maryi i powiedział do niej na wstępie: „Nie lękaj się! Ja jestem tylko gatunkiem literackim!”. No cóż… Zaprzeczyć jednak nie można, że Biblia mówi o aniołach wielokrotnie i na różne sposoby. Ale czy mówi także o aniołach stróżach? Niektórzy protestanci, nie kwestionujący istnienia aniołów jako takich, twierdzą równocześnie, że koncepcja jakichś osobistych aniołów stróżów jest całkowicie niebiblijna i wymyślona przez katolików. Czy mają rację? Oczywiście jeśli myślimy o postaci z kiczowatych oleodruków, czyli o uskrzydlonym zniewieściałym jegomościu w nocnej koszuli, unoszącym się nad dziećmi przechodzącymi przez kładkę (jak stereotypowo wyobrażają sobie niektórzy pracę anioła stróża), to Biblia nigdy o kimś takim nie wspomina. Nie mamy tekstów, które potwierdzałyby, że każdy człowiek posiada od urodzenia swego osobistego opiekuńczego ducha, posłanego przez Boga, aby „zawsze przy nim stał, rano, we dnie, w wieczór w nocy był mu zawsze do pomocy, strzegł duszy i ciała jego oraz doprowadził go do żywota wiecznego”. A jednak, choć Biblia nie mówi o tym wprost, na podstawie licznych tekstów, można wyciągnąć wniosek, że wiara w prywatnych niebiańskich opiekunów, nie jest pozbawiona podstaw. Aniołowie ich w Niebie Najbardziej wyraźnie istnienie aniołów stróżów potwierdzają słowa samego Jezusa, który przestrzegał: Baczcie, abyście nie gardzili żadnym z tych małych, bo powiadam wam, że aniołowie ich w Niebie ustawicznie patrzą na oblicze Ojca mojego, który jest w Niebie (Mt 18, 10). Trudno zrozumieć inaczej słowa „aniołowie ich”. Co ciekawe Jezus powiedział, że aniołowie ci są w Niebie. A zatem nie muszą wcale w dosłownym znaczeniu tych słów „zawsze przy nas stać”, aby być naszymi rzecznikami przed Bogiem. Moja córka zapytała mnie kiedyś (gdy miała 4 lata), gdzie właściwie ten anioł stróż stoi i czy nie może sobie czasem usiąść. Zadaniem anioła nie jest, aby „chodził” za nami krok w krok przez całe nasze życie. Użyte w modlitwie wyrażenie „stać przy kimś”, należałoby w świetle Mt 18, 10 rozumieć jako zwrot oznaczający „stanie na straży”, a więc czuwanie i opiekę. Tak jak żołnierze, którzy pełnią wartę. To ustawiczne wpatrywanie w oblicze Ojca jest zaś z jednej strony odczytywaniem Jego woli, a z drugiej strony postawą reprezentowania „tych małych” przed Bogiem. Jak widać nawet dzieci mają w Niebie swoich przedstawicieli! Niebiański adwokat Już w Księdze Hioba autor wyraża taką właśnie wiarę w istnienie osobistego anioła-obrońcy. Gdy ma on swego anioła, obrońcę jednego z tysiąca, co mu wyjaśni powinność; zlituje się nad nim i prosi: Uwolnij od zejścia do grobu, za niego okup znalazłem - to wraca do dni młodości, jak wtedy ciało ma rześkie, błaga Boga, a On się lituje, radosne oblicze nań zwraca (Hi 33, 23-26). Okupem jest tutaj tajne nawrócenie się grzesznika na skutek Bożego karcenia, zauważone przez anioła i zaniesione Bogu, aby się zlitował nad nim, uwalniając go od śmierci. Sobowtór człowieka Prawdopodobnie wierzono, że anioł człowieka, którym się opiekuje, „upodabnia” się do niego i staje się nawet niejako jego sobowtórem. Świadczy o tym fragment o tym, jak Piotr, cudownie uwolniony z więzienia, przybył do Wieczernika: Kiedy zakołatał do drzwi wejściowych, nadbiegła dziewczyna imieniem Rode i nasłuchiwała. Poznała głos Piotra i z radości nie otwarła bramy, lecz pobiegła powiedzieć, że Piotr stoi przed bramą. - Bredzisz - powiedzieli jej. Ona jednak upierała się przy swoim. - To jest jego anioł - mówili. A Piotr kołatał dalej (Dz 12, 13-16). Scena ta zawsze wprawia mnie w dobry humor, kiedy wyobrażam sobie, jak Piotr stoi i kołacze, a oni w środku nie otwierają, bo myślą, że to jego anioł, skoro Piotr siedzi w więzieniu. Swoją drogą aniołowi też mogliby otworzyć. Anioł prowadzący do celu W Księdze Wyjścia czytamy: Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim (Wj 23, 20-21 por. Wj 14, 19). Ten tekst co prawda dotyczy anioła prowadzącego cały naród Izraela do Ziemi Obiecanej, ale Ojcowie Kościoła widzieli w nim także zapowiedź anioła stróża każdego człowieka, bo życie każdego człowieka jest jego osobistą historią zbawienia i pielgrzymką do Ziemi Obiecanej, czyli do Ojczyzny w Niebie. Służą, strzegą i bronią Jest to o tyle zrozumiałe, że Bóg uczynił aniołów posłańcami swojego zamysłu zbawienia. W Liście do Hebrajczyków czytamy: Czyż nie są Oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie? (Hbr 1,14), a Psalmista obwieszcza: Swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach (Ps 91, 11). Wiarę w opiekę anioła wyrażają także słowa Judyty: Anioł mnie strzegł, kiedym wyszła z miasta, kiedy tam w obozie Holofernesa byłam i wróciłam (Jdt 13, 20: por. Wulgata). Kiedy Abraham powierzał swemu słudze Eliezerowi delikatną misję, by w Haranie, mieście jego przodków, znalazł żonę dla jego syna Izaaka, zalecił mu ufność w opiekę anioła: Jahwe, któremu służę, pośle z tobą swego anioła i sprawi, że zamiar twój powiedzie ci się, że weźmiesz żonę dla mego syna z rodziny mojej, z rodu mojego ojca(Rdz 24,40). Towarzysz człowieka Podobna wiara ożywiała starego Tobiasza, który wysłał syna (także Tobiasza) do dalekiego kraju i tymi słowy pocieszał swoją żonę: Nie martw się! Nasze dziecko pójdzie w drogę zdrowe i zdrowe powróci do nas, a oczy twoje zobaczą ten dzień, w którym on zdrów przyjdzie do ciebie. Nie martw się i nie lękaj o niego, siostro. Towarzyszy mu bowiem dobry anioł, więc będzie miał szczęśliwą podróż i wróci zdrowy (Tb 5,21-22). Stary Tobiasz myślał z pewnością o towarzyszeniu duchowym, a tymczasem Bóg wysłał na Ziemię anioła Rafała, który przybrał postać niejakiego Azariasza i towarzyszył młodzieńcowi w widzialnej postaci, chroniąc go, służąc radą i pomocą. Wszyscy stykający się z tym aniołem, podającym się za Azariasza, widzieli go tak, jak każdego innego człowieka. Tobiasz i Rafał zaprzyjaźnili się podczas wędrówki i przeżyli razem różne przygody, np. dzięki wsparciu anioła, Tobiasz pokonał wielką rybę, odzyskał pieniądze, doprowadził do przepędzenia dręczącego Sarę demona (skutkiem czego pojął ją za żonę), a dzięki żółci pozyskanej z ryby uzdrowił ślepego ojca. Przez wiele miesięcy Tobiasz myślał, że podróżuje po prostu z człowiekiem. Rafał ujawnił swą anielską tożsamość i fakt, że jedynie udawał człowieka, dopiero po zakończeniu misji: Gdy ty i Sara modliliście się, ja przypomniałem błagania wasze przed majestatem Pańskim, a także, gdy grzebałeś zmarłych. A kiedy nie wahałeś się wstawać i opuszczać swojego posiłku, i iść, i grzebać umarłego, ja zostałem posłany, aby cię wypróbować. Równocześnie posłał mnie Bóg, aby uzdrowić ciebie i twoją synową Sarę. Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański (Tb 12, 12-15). Choć Księga Tobiasza mówi o wyjątkowej misji wyjątkowego anioła i nigdzie nie pojawia się wzmianka o tym, że Rafał jest aniołem stróżem przypisanym wyłącznie do Tobiasza, opowieść ta w sposób szczególny wpłynęła na ukształtowanie się wizerunku anioła stróża w teologii i w sztuce religijnej. Anioł towarzyszący Tobiaszowi stał się jednym z bardziej popularnych motywów ikonograficznych i archetypem „anioła stróża”. Opierając się na tych wszystkich świadectwach biblijnych Ojcowie Kościoła, przyjmowali istnienie aniołów stróżów jako coś całkowicie oczywistego, wierząc, że Bóg dał każdemu człowiekowi, od narodzenia aż do śmierci, nieodłącznego duchowego towarzysza. Roman Zając, biblista, demonolog, absolwent KUL. Autor książek „Szatan w Starym Testamencie”, „Przewodnik po Niebie, Piekle i ich mieszkańcach”. ———————————————————————————— Poznaj sposoby jakimi aniołowie nas chronią, ostrzegają przed niebezpieczeństwami i prowadzą ścieżką Boga. Polecamy przepiękny nietypowo oprawiony album „Anioły”. Publikacja dostępna na stronie:
Michał Wojciechowski BIBLIA O PAŃSTWIE ISBN: 978-83-7505-162-9 wyd.: WAM 2008 I. IZRAEL I JEGO PAŃSTWO W DZIEJACH STAREGO TESTAMENTU Państwo izraelskie powstało około tysiąc lat przed Chrystusem w kraju zwanym wcześniej Kanaanem. Biblia i tradycja żydowska nazwała go Ziemią Obiecaną oraz krajem Izraela, Grecy i Rzymianie Palestyną, pielgrzymi Ziemią Świętą. Kraj ten zajmował tereny między Morzem Śródziemnym a doliną Jordanu wraz obszarem po jego wschodniej stronie, a więc miał zasięg dość podobny do obecnego państwa Izrael wraz z terenami palestyńskimi. Nazwa ludu i kraju, Izrael, używana jest w różnych znaczeniach. Pierwotnie była to nazwa plemienia lub grupy plemion zamieszkałych na wyżynie Kanaanu. Zastosowano ją też jako symboliczne imię praojca ludu, którego Biblia częściej nazywa Jakubem. Na drugim etapie, od X wieku przed Chrystusem, Izrael oznacza zasadniczo lud i królestwo, które zajmowały północną część kraju (późniejszą Samarię, Galileę i Zajordanię), w odróżnieniu od królestwa południowego, Judy ze stolicą w Jerozolimie. Sporadycznie chodzi o cały kraj (stąd „dwa domy Izraela”; Iz 8, 14). W czasach bliższych Nowemu Testamentowi, a również potem, „Izrael” to nazwa żydowskiej wspólnoty religijnej. W XX wieku wznowiono użycie tego słowa na oznaczenie państwa żydowskiego. Członkowie ludu Izraela to Izraelici. Nazwa „Żydzi” jest późniejsza. Pochodzi ona od słowa „Juda” (po polsku za pośrednictwem wymowy typu francuskiego) i oznacza właściwie Judejczyków, względnie wyznawców judaizmu. Jako miano członków całego narodu może więc być stosowane dopiero w okresie późniejszym. Po powrocie z wygna18 nia do Babilonii można je odnieść do mieszkańców Judei, w czasach Nowego Testamentu i później do wszystkich członków narodu oraz wyznawców religii czerpiącej z ksiąg Starego Testamentu, zdominowanej przez tradycję judzką. Podstawowym źródłem wiedzy historycznej o starożytnym Izraelu są księgi biblijne, z ważnymi uzupełnieniami ze strony archeologii Bliskiego Wschodu. Dopiero dla okresu panowania hellenistycznego i rzymskiego dysponujemy innymi szerszymi danymi. 1. ZANIM POWSTAŁO KRÓLESTWO Państwo w formie monarchii powstało około tysiąc lat przed Chrystusem, na pewnym etapie dziejów ludu izraelskiego i w wyniku jego wewnętrznych przemian. Był to wynik procesów społecznej ewolucji i krystalizacji struktur władzy, a nie narzucenia władzy z zewnątrz. Funkcjonowanie i ocena władzy królewskiej w Izraelu rysuje się więc jaśniej na tle poprzednich etapów jego dziejów. Biblijne Księgi Rodzaju i Wyjścia przedstawiają Izraelitów jako jeden ród, potomków dwunastu braci, synów jednego człowieka, Jakuba, zwanego też Izraelem. Poszczególne opowiadania Biblii na temat tego patriarchy, jak też jego ojca, Izaaka, i dziadka, Abrahama, ramowo odpowiadają prawom i stosunkom na Bliskim Wschodzie około połowy drugiego tysiąclecia przed Chrystusem. Mogą więc wywodzić się z autentycznych wspomnień rodzinnych. Niemniej jednak ta genealogia ludu Izraela jest wyraźną idealizacją i pochodzi z czasów późniejszych. Już w rozdziale 10 Księgi Rodzaju przedstawiono klasyfikację ludów świata biblijnego, nazywając je imionami ich domniemanych przodków. Na przykład Grecy pochodzą od Jawana (czyli Jończyka, tak brzmi nazwa Greków po hebrajsku), gdyż jego „synowie” to Elisza (Cypr), Tarszisz (Tars), Kittim (Kreteńczycy?) i Dodanim (Danaowie) albo Rodanim (Rodyjczycy). Mówiąc językiem etnologii, są to eponimy poszczególnych ludów. Prawidłowo rozumiejąc takie rodowody, średniowieczny kronikarz stworzył legendę o Lechu, Czechu i Rusie jako o twórcach narodów słowiańskich. Kontynuacją tej metody jest genealogia Izraelitów (Rdz 29, 31 — 30, 22; 49, 1-28 i inne teksty). Postacie patriarchów, mimo podłoża historycznego, są przede wszystkim figurami plemion. Pochodzenie sfederowanych plemion izraelskich (w dawnym języku „pokoleń”) od dwunastu braci, synów jednego ojca, wyraża przede wszystkim więź między nimi. Jako krewni powinni żyć w przyjaźni i wspierać się wzajemnie. Pokrewieństwa między ludami i klanami, świadomość etniczną przedstawiono w języku relacji rodzinnych. Autor biblijny z pojęcia rodziny i klanu wyprowadza w ten sposób pojęcie narodu. Jest to ważna konkluzja, gdyż takie myślenie rzutowało oczywiście na koncepcję państwa i społeczeństwa. Listy z wyliczeniem wszystkich plemion izraelskich pochodzą z okresu późniejszego i odzwierciedlają podziały etniczne i administracyjne czasów monarchii. We wcześniejszym okresie południowe plemię Judy nie wchodziłoby jeszcze w skład federacji Izraela, a poszczególne plemiona składowe mogły nie odpowiadać ściśle późniejszym, jak w spisie z poematu znajdującego się w Księdze Sędziów (Sdz 5). Bardzo podobnie przedstawiono w Księdze Rodzaju narody sąsiednie. W Rdz 22, 20-24 mamy dwanaście plemion aramejskich, w Rdz 25, 12-16 dwanaście plemion Izraelitów, w Rdz 36, 10-14 dwanaście plemion potomków Ezawa. Według modelu rodzinnego przedstawiono również pokrewieństwa Izraelitów z sąsiadami. Wyprowadzenie Arabów od Abrahama (przez Izmaela i synów Ketury, Rdz 25, ma pokazać, że są oni bliżsi Izraelitom niż pozostałe ludy Bliskiego Wschodu. Moabitów i Ammonitów, sąsiadów kraju Izraela od wschodu, zza Jordanu, przedstawiono sztucznie jako potomków Lota, bratanka Abrahama (Rdz 19, 3-38). Pochodzą jednak ze związku kazirodczego z jego córkami, co odzwierciedla poczucie, że te ludy są blisko spokrewnione z Izraelitami, choć zarazem obce i wstrętne. Edomici, lud z pustyni na południu, mają być potomkami Ezawa (Rdz 36), brata bliźniaka Jakuba, ale z nim skłóconego. Są to więc stosunkowo najbliżsi krewni, ale wrodzy. Charakterystyka Jakuba i Ezawa wskazuje, że chodzi również o przeciwieństwo kulturowe między człowiekiem cywilizowanym a dzikim. Historycy uważają zatem pochodzenie Izraelitów od dwunastu braci za deklarację ich narodowej jedności, symboliczną i powstałą stosunkowo późno. Faktyczna geneza Izraela była przypuszczalnie bardziej skomplikowana. Grupa Mojżesza i Jozuego, przybyła z Egiptu przez Synaj do Kanaanu i czcząca Boga Jahwe, byłaby jego ośrodkiem krystalizacji. Połączyli się z nią koczownicy z tego terenu, zwani Aramejczykami (stąd zdanie, że „ojciec” Izraela była „Aramejczykiem błądzącym”, Pwt 26, 5). Do Izraela weszli też mieszkańcy Kanaanu, co w Biblii znalazło wyraz między innymi w uwadze proroka Ezechiela pod adresem Jerozolimy: Twój ojciec był Amorytą, a matka Chetytką (Ez 16, Mogli to być Kananejczycy podporządkowani przybyszom (jak Gibeonici, opisani w księdze Jozuego, por. Joz 9 — 10, czy Jebusyci z Jerozolimy), albo też osadnicy i uciekinierzy z miast kananejskich, przenoszący się do wyżynnej części kraju (jak głosi nowsza teoria socjologiczno-archeologiczna). Nazwa „Hebrajczycy” pochodzi z kolei od Habiru względnie Hapiru, którą to nazwą na starożytnym Wschodzie określano „ludzi luźnych”, uciekinierów od cywilizacji, osadników z pogranicza (w typie Kozaków) — czasem rozbójników, a czasem nędzarzy popadających w poddaństwo. Tacy ludzie też weszliby w skład Izraela i tak zapewne sąsiedzi postrzegali pierwszych Izraelitów. Lud o nazwie „Izrael” wyłonił się zapewne w drugiej połowie XIII wieku przed Chrystusem. Prowadzą do tego wniosku nowsze szacunki dotyczące daty opuszczenia Egiptu przez przodków Izraela. Byłoby to gdzieś za Ramzesa II, w drugiej ćwierci XIII wieku. Pod koniec tego stulecia istnienie „Izraela” w Kanaanie jest poświadczone przez tekst egipski, stelę faraona Merneptaha, która wylicza jego zwycięstwa na tym obszarze. Na ten sam okres przypadła duża zmiana form osadnictwa w Kanaanie, stwierdzona przez nowsze wykopaliska. Na wyżynach pojawiły się setki wiosek o kulturze materialnej wyraźnie uboższej niż w miastach kananejskich na nizinach. Opanowanie Kanaanu przez Izraelitów przedstawia się zwykle, w ślad za Księgą Jozuego, jako jednorazowy podbój. Uważna lektura Biblii pokazuje, że przebieg wydarzeń był bardziej skomplikowany. Osiedlaniu się przodków Izraela na wyżynach Kanaanu towarzyszyły gwałtowne starcia, ale w wielu sytuacjach przybierało ono postać pokojowej infiltracji na tereny niezagospodarowane. Kananejczycy długo jeszcze sąsiadowali z Izraelitami, aż wreszcie wchłonęło ich państwo Dawida i Salomona. Dzieje Izraela w wiekach XII i XI przed Chrystusem opisano głównie w Księdze Sędziów i na początku Pierwszej Księgi Samuela. W tym czasie Izraelici żyli w ustroju rodowym i plemiennym, pod władzą ojców rodzin; w sprawach szerszych decydowali starsi i zgromadzeni „mężowie miasta”. Zróżnicowanie społeczne było prawdopodobnie niewielkie. Nie było państwa, choć istniało dość żywe życie polityczne i społeczne: wojny, wybieranie dowódców, przymierza, układy, poselstwa, spory i sądy. Plemiona te tworzyły rodzaj federacji polityczno-religijnej, z głównym ośrodkiem w Sychem (Szechem; Joz 24). Nie miały stałej władzy centralnej, natomiast spajał je kult Jahwe i wspólne sanktuaria, miejsca wieców (ponadto Hebron, Betel, Gilgal i Szilo). Wspólnie walczyły i interweniowały w ważniejszych sprawach. Okres ten został przedstawiony w Biblii jako niespokojny i pełen niebezpieczeństw, gdyż porozumienie plemion nie było wystarczającym zabezpieczeniem przed napaściami z zewnątrz. Zagrażał też anarchią i samowolą, dlatego Księga Sędziów stwierdzając brak króla, komentuje, że każdy robił to, co „słuszne w jego oczach” (Sdz 17, 6; 21, 25; por. 18, 1; 19, 1). Z drugiej jednak strony brak państwa nie jest traktowany jako anomalia. Lud Izraela trwa i odnosi zwycięstwa, a na co dzień żyje na swojej ziemi. Innymi słowy, autor biblijny wyobraża sobie istnienie wolnego narodu bez państwa. Wie o takiej ważnej, choć trudnej, epoce w dziejach swojego kraju i traktuje ją z aprobatą. Napotkamy też w Biblii późniejsze wypowiedzi idealizujące czasy sędziów (2 Sm 7, 11 = 1 Krn 17, 6; 2 Krl 23, 22). Chociaż odpowiednie teksty biblijne mówią o Izraelitach żyjących bez państwa, to paradoksalnie dostarczają pośrednich informacji o zapatrywaniach Biblii na państwo. Okazuje się ono niekonieczne, choć przy jego braku pojawiają się problemy. opr. aw/aw
Ofiara Chrystusa jest jedną z najbardziej kluczowych kwestii chrześcijaństwa. W zależności od tego jak ją interpretujemy, podpisujemy się pod określonym obrazem Boga. Albo też być może w zależności od obrazu Boga, jaki nosimy w sobie, różnie interpretujemy ofiarę Chrystusa. Według mnie ofiara Chrystusa nie polega na zadowoleniu Ojca ze śmierci Syna. Jej istotą nie jest cierpienie, męka i śmierć. Bóg chrześcijan nie łaknie krwawych ofiar, aby darować ludziom winy i dać im zbawienie. Bóg chrześcijan nie pragnie też cierpienia swoich stworzeń. Jego celem jest uwolnienie świata od cierpień. Niestety ofiara Chrystusa była przez wieki rozumiana jako pełna analogia do Starotestamentowych ofiar rytualnych, polegających na zabijaniu zwierząt ofiarowanych Jahwe. Nie świadczy to najlepiej o obrazie Boga, jaki mają niektórzy chrześcijanie. Dobra nowina chrześcijaństwa gdzieś się w tym podejściu zagubiła. Należy zatem na nowo zanalizować i zinterpretować koncepcję ofiary Chrystusa. Dla zrozumienia idei ofiary w chrześcijaństwie konieczne jest zapoznanie się z kultami ofiarniczymi innych religii, w których istotnym elementem kultu było składanie ofiary. Weźmiemy tu pod uwagę religie Indii, Ameryki prekolumbijskiej oraz rozmaitych ludów europejskich i azjatyckich. Obraz boga w religiach ofiarniczych Ofiarami składanymi bóstwom były zabijane i spalane zwierzęta, czasem ludzie, pokarmy, napoje, w tym napoje odurzające. Ofiary miały trzy podstawowe cele: przebłaganie za złe uczynki (prośba o przebaczenie), prośba o spełnienie życzeń ludzkich oraz dziękczynienie za otrzymane dobra. W jaki sposób zabijanie, unicestwianie ofiar miało zapewnić satysfakcję bogów? Uważano, że bogowie potrzebują ofiar w postaci pożywienia dla wzmocnienia ich sił witalnych, dla podtrzymania bądź uprzyjemniania ich życia. Byli to bogowie, którzy bywali głodni, spragnieni, znudzeni (dlatego potrzebowali rozrywek lub alkoholu). Bogowie byli łasi na komplementy i chętnie słuchali pochwał na swój temat. Jeśli człowiek chciał dostać cokolwiek od boga, musiał mu za to w jakiś sposób zapłacić. Tą zapłatą była ofiara. Bogowie bowiem nie byli bezinteresowni, nie zależało im na szczęściu ludzi. Zależało im na własnym szczęściu i sytości. Nie współczuli ludziom z powodu ich ofiar w postaci zabijanych dzieci, z powodu ich cierpień. Cierpienie ludzkie nie liczyło się dla bogów. Było konieczną ceną ofiary. Bogowie udzielali ludziom swej mocy za odpowiednią zapłatą. Zapłatą tą często było ludzkie życie. Uśmiercony człowiek lub zwierzę stawali się pokarmem boga. Układ człowieka z bogami polegał na wymianie świadczeń. Bóstwa nie przejawiały miłości do człowieka i nie zależało im na ludziach. Ludzie byli środkami do zaspokojenia ich własnych potrzeb. Nie były to bóstwa całkiem wszechmogące i czysto duchowe. Żywiły się materią, a ich moc zależała w pewnej mierze od człowieka. Uświęcający sens rytuałów ofiarnych Na pewno nie rozumiemy dzisiaj do końca sensu ofiar rytualnych. Odkrywczą interpretację kultów ofiarniczych przedstawiają Henri Hubert i Marcel Mauss w Eseju o naturze i funkcji ofiary. Główna ich teza polega na tym, że ofiara jest rozwiniętą formą podstawowego aktu religijnego – konsekracji. Postawą religii jest podział na rzeczy świeckie i święte, profanum i sacrum, a ofiara jest środkiem komunikacji między tymi dwoma światami. Ta komunikacja zachodzi za pośrednictwem żertwy, czyli rzeczy niszczonej w czasie ceremonii. Ofiary pokutne, ekspiacyjne, błagalne przywracają utracony związek między bogiem a człowiekiem, przywracają zerwane przymierze. Przymierze jest zrywane przez grzechy, a zatem potrzebna staje się ofiara przebłagalna, aby grzechy zostały przebaczone i bóg znów sprzyjał człowiekowi. Ofiara (sacrifice) zawsze sugeruje konsekrację. W każdym obrzędzie ofiarnym przedmiot przechodzi z dziedziny świeckiej do religijnej, jest konsekrowany, poświęcony. Żertwa (victim) jest czymś innym na końcu obrzędu niż na początku. Jest uświęcona: wchodzi do stanu łaski, wychodzi ze stanu grzechu. Ofiarujący – ten, kto doznaje korzyści ze złożenia ofiary, nie ma bezpośredniego kontaktu z bogiem, potrzebuje zatem żertwy, która nabrawszy cech świętości ma dostęp do bóstwa. Żertwa jest pośrednikiem w kontakcie człowieka z bóstwem. Cechą każdej ofiary jest wyrzeczenie się czegoś, aby coś uzyskać. Ofiara nie jest bezinteresowna. Dwie strony wymieniają wzajemne usługi. Bogowie potrzebowali świeckich, jak i na odwrót. Świeckość podtrzymywała świętość. Ofiara Chrystusa także jest środkiem komunikacji między dwoma światami: ludzkim i boskim. Ma ten sam cel, co ofiary z zabijanych rytualnie zwierząt: uzyskać kontakt z sacrum, uświęcić siebie. Jednak sposób osiągnięcia tego celu jest w chrześcijaństwie inny. To Bóg wykazuje inicjatywę, Bóg ofiaruje dar ludziom. Rozumienie ofiary Chrystusa w chrześcijaństwie Powszechnie podzielany pogląd co do ofiary Chrystusa wygląda następująco: Bóg Ojciec nie był zadowolony z ofiar, jakie składali Mu Izraelici w postaci zwierząt. Dla Jego przebłagania za grzechy potrzebna była inna ofiara: nieskalana i święta. Taką charakterystykę posiadał tylko Chrystus, Syn Boży. Ludzie zabijając Go złożyli Ojcu ofiarę z Syna. Ojciec był nią usatysfakcjonowany i odtąd nie chciał już więcej ofiar, bo otrzymał ofiarę doskonałą – życie Swego Syna. Odtąd Syn siedzi po prawicy Ojca i jest na wieki źródłem przebłagania, a co za tym idzie zbawienia ludzi. Pogląd ten jest wielkim uproszczeniem i zafałszowaniem przesłania chrześcijaństwa. Bóg Ojciec jawi się tu jako ktoś odrębny od postaci Syna, ponieważ Syn musi złożyć Mu siebie w ofierze. Ojciec i Syn są w chrześcijaństwie jednością, czyli mają wspólne interesy i nie rozdzielają się na darczyńcę i darobiorcę. Takie oddzielenie dwóch postaci Boskich skutkuje w teologii poglądami jakoby miłosierny Syn chronił wiernych przed gniewem sprawiedliwego Ojca. A przecież Syn jest „w drużynie” Ojca, mają jeden cel: zbawienie ludzi. Takie „tradycyjne” podejście do ofiary Chrystusa prowadzi do wniosku, że Ojciec pragnął śmierci Syna i ta śmierć dała Mu satysfakcję. Bez tej śmierci nie przebaczyłby ludziom. Dochodzimy do kuriozalnych wniosków, że posłał Syna, aby Go otrzymać zabitego przez ludzi w ofierze. Nawet zaczyna nam się wydawać, że Bóg pragnął męczeńskiej śmierci Syna i że bez cierpień ofiara nie byłaby ważna. Tymczasem św. Paweł wyraźnie mówi, że gdybyśmy znali Pana chwały, nie zabilibyśmy Jego Syna. Zabiliśmy Go przez to, że Go nie rozpoznaliśmy. Bóg Izraela miał dość ofiar ze zwierząt. Kazał ludziom zastanowić się, jaki miałby mianowicie odnosić z nich pożytek. Bóg Izraela nie chciał, żeby myślano o Nim jako o Bogu, który jest głodny krwi i ciała ofiar. On chciał, żeby ludzie zmienili o Nim zdanie. Żeby myśleli, że On pragnie tylko ich miłosierdzia. Dlatego to On dał ludziom dar (ofiarę) w postaci Syna, który przyszedł nam obwieścić, jaki jest nasz Bóg Ojciec. Ludzie jednak odrzucili ten dar, nie chcieli słyszeć, że Bóg ma wobec nich większe wymagania niż przestrzeganie rytuałów. Woleli iść na łatwiznę, dalej zabijać owieczki i mieć resztę z głowy. Dlatego droga Jezusa nie odpowiadała im, wymagała za dużo pracy wewnętrznej. To nie myśmy złożyli dar (ofiarę) Bogu, ani Bóg nie złożył daru sam sobie, ale Bóg złożył dar nam w ofierze. Tym darem był On sam. Na tym polega ofiara Chrystusa. Jednak zabiliśmy Bożego wysłannika, odrzucając Boży dar. Nie rozpoznaliśmy w Nim świętego Pańskiego, samego Boga. Bóg się jednak nie poddawał. Nie zraziło Go odrzucenie Jego daru przez ludzi. Pokazał nam przez zmartwychwstanie Jezusa, że ten Jego dar ciągle żyje, ciągle jest aktualny, ciągle jest dla nas źródłem łaski. Możemy Boga zabić, a On w nas będzie wierzył, On nas nie porzuci – na tym polega wieczne przymierze, „łaska na wieki”. Tak jak Hiob zaręczał, że nawet jeśli Bóg go zabije, On nie przestanie Mu wierzyć, tak teraz Bóg nas zapewnia, że nie przestanie nam pomagać nawet, jeśli będziemy Go odrzucać, nawet jeśli Go zabijemy. Bo Bóg chce, żebyśmy mieli o Nim dobre mniemanie: że jest cierpliwy, wyrozumiały, współczujący, dobrze nam życzy, nigdy nas nie opuści. Bóg nie chce, żebyśmy o Nim myśleli jak o bogach żądających ofiar na przebłaganie, ofiar za pomyślne załatwienie naszych spraw, ofiar na podziękowanie. On jest Ojcem bezinteresownym. Chce tylko nas, naszych serc pełnych miłosierdzia. Miłosierdzie czyni warunkiem kontaktu z sobą, nie ofiarę. Bóg nie potrzebuje od ludzi ofiar, to raczej On nas obdarza. Św. Paweł mówi tak na Areopagu: „On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko”. (Dz 17, 24-25) To Bóg jest dawcą. My możemy dać Mu jedynie to, że Jego dary przyjmiemy. On tylko tego pragnie.
Imię pochodzenia grecko-łacińskiego od słowa pospolitego angelus (gr. ággelos) 'posłaniec, zwiastun, anioł'. W Polsce notowane już w w. XIV w formie łacińskiej Angelus. Pośrednio, poprzez patronimicum Angyolowicz, poświadczona jest też forma Anioł (Angyol - 1490 r.). Odpowiedniki obcojęz.: łac. Angelus, gr. Ángelos, ang. Angelo, buł. Angeł, cz. Anděl, fr. Ange, Angele, hiszp. Angel, lit. Angelas, Anielus, mac. Angel, niem. Engel, port. Agnello, ros. Angel, rum. Anghel, sch. Anael, Anaelo, Anaelko, słow. Angel, Angelus, słwń. Angel, węg. Angelus, Angyalos, wł. Angelo, Angelico, Angelino. Ponad osiemdziesięciu wybitnych mężów Kościoła nosiło to imię. Ponad dwudziestu z nich opatrywanych jest w rocznikach kościelnych tytułem świętego lub błogosławionego. Jest oczywiste, że powymieniać ich tu wszystkich nie możemy. Przedstawimy tych, którzy uchodzą za najwybitniejszych. Ich sylwetki poprzedzimy jednakże zarysem tego, co należałoby wiedzieć o aniołach tout court, o tych, którzy tym imieniem oznaczani byli w Biblii i którzy w chrześcijańskim kulcie świętych zajmują miejsca zupełnie wyjątkowe. Aniołowie - Aniołowie Stróżowie - Archaniołowie są najpierw czystymi duchami, otaczającymi tron Najwyższego, oddającymi Mu nieustanny hołd i wyśpiewującymi Jego chwałę. Ale są też równocześnie Bożymi posłańcami, którzy przekazują ludziom rozkazy Boga, komunikują im oświecenia i łaski, niekiedy także stają się mścicielami lekceważonych przykazań Bożych. O tym wszystkim na rozmaitych miejscach poucza nas Pismo Święte (por. np. Rdz 16, 9; 19, 15; Sdz 6, 14; 2 Krl 1, 3 itd.). Znamienną jest zwłaszcza rola przypisywana im w Nowym Testamencie (por. np. Mt 1, 20; 2, 13; 28, 7; Dz 7, 53; Gal 3, 19; itd.) Wszędzie pojawiają się jako współpracownicy Bożej Opatrzności. Czynnie uczestniczą w jej troskliwym pochylaniu się nad ludzkością, poszczególnymi społecznościami ludzkimi i jednostkami. Są, można powiedzieć za starochrześcijańskim pisarzem Atenagorasem, jakby cząstkowymi opatrznościami, które troszczą się o poszczególne stworzenia. Swego anioła protektora miał więc Izrael, naród wybrany, i tego anioła, zdaniem wczesnych gmin chrześcijańskich, odziedziczył po nim Kościół. Ojcowie i teolodzy średniowiecza sądzili także, że swego anioła-opiekuna posiada każdy naród. Zupełnie podobnie w homiliach Ojców, np. Grzegorza z Nyssy czy Bazylego, mówiono o poszczególnych miastach. To przeświadczenie przetrwało wieki i odzwierciedliło się w wypowiedziach wielu świętych, wśród nich bł. Piotra Fabre'a czy św. Franciszka Salezego. Jeszcze bardziej trwałym okazało się w chrześcijaństwie przekonanie o tym, że anioła stróża posiada każdy wierzący. Nie jest ono formalnie wyrażone w Piśmie Świętym, a Kościół nie określał go uroczyście jako prawdy wiary, mimo to posiada powszechne uznanie chrześcijan i zawsze uchodziło za rzecz solidnie uzasadnioną przez patrystyczne rozumienie licznych wypowiedzi Biblii. Przede wszystkim sam Chrystus nauczał, że aniołów stróżów posiadają dzieci (Mt 18, 10), ale stąd łatwo już przecież wyciągnąć wniosek, że tego przywileju nie są także pozbawieni dorośli, obdarzeni tą samą godnością, tymi samymi potrzebami i podobnymi słabościami. Odpowiada to samej naturze tych niebieskich duchów, które czują się szczęśliwe, gdy mogą naśladować swego Stwórcę i nieść pomoc ludziom. Mogą to czynić w imię braterstwa, bo ludzie zostali stworzeni na ich podobieństwo, a potem odkupieni Krwią Przenajśw., powołani do synostwa Bożego. Strzegą ludzkiego ciała i naszego losu doczesnego (por. Rdz 19, 21; 48, 16; 2 Mch 3, 25 itd.; Mt 18, 10; Dz 5, 19-20; 12, 7 itd.), a bardziej jeszcze troszczą się o nasze dobro duchowe. Osłaniają dlatego przed atakami wroga, zmniejszają moc lub ilość pokus, podtrzymują na duchu, pocieszają, wspomagają w wieloraki sposób. Życiorysy świętych dostarczają nam niezliczonej liczby przykładów na to, jak byli oni głęboko przekonani o takiej roli aniołów stróżów i w jak różnorodny sposób ich opieki doświadczali. Aniołowie byli przede wszystkim ich przewodnikami duchowymi, wskazującymi drogę i wyprowadzającymi z sytuacji niejasnych, zawikłanych. To samo świadectwo upewnia nas, że takimi przewodnikami i pocieszycielami stawali się zwłaszcza w godzinie śmierci, a więc w tej ostatniej obieży, jaka oczekuje każdego człowieka. Wedle tego samego przekonania i licznych wypowiedzi tych samych świadków wiary, tzn. świętych, aniołowie stróżowie stawali się też naszymi ambasadorami u Boga. Zanosili więc przed Jego tron nasze modlitwy i ofiary. Dołączali do nich swe własne prośby, a tak wstawiali się za nami. Upraszali zwłokę w karaniu, uzyskiwali dalsze zlitowania, sprawiali więc, że Gospodarz nie decydował jeszcze, aby wyciąć drzewo i pozwalał na dalszą próbę, aby mogło nareszcie przynieść swój owoc. Tym przekonaniom chrześcijańskim, ledwo tutaj zarysowanym, towarzyszyły od najdawniejszych czasów oznaki czci i nabożeństwa. Jednym z najwcześniejszych świadectw w tym względzie jest mowa Dydyma Ślepca (-395). Nieco później analogiczne dowody czci odnajdujemy w starych sakramentarzach, inskrypcjach, dedykacjach kościołów. Szerzy się równocześnie kult, z którym wcześnie łączono pozdrowienia dla aniołów stróżów. Z czasem skłaniano się jednak do tego, aby czci tych ostatnich poświęcić jakiś dzień osobny. Pierwsze święto ku ich czci ustanowiono bodaj w r. 1513 w Portugalii. Rozszerzone wcześnie na cały Półwysep Iberyjski, zrazu nie miało ono jednolitego terminu. Na prośbę Ferdynanda II papież Paweł V nakazał je w r. 1608 obchodzić w pierwszy wolny dzień po święcie Michała archanioła, ale w niektórych krajach obchodzono je jeszcze długo także w innych porach roku. Termin październikowy przyjął się dopiero po dekrecie Leona XIII z r. 1893. W tym czasie istniało już wiele bractw i zgromadzeń zakonnych pod wezwaniem aniołów stróżów. Szeroko też rozpowszechniony był zwyczaj poświęcania im wtorków każdego tygodnia (Msza wotywna). Nie potrzebujemy prawie dodawać, że te rozmaite przejawy czci dla aniołów stróżów znalazły także swe bogate odzwierciedlenie w sztukach plastycznych oraz w arcydziełach literatury. Gdy o te ostatnie chodzi, wystarczy wspomnieć pieśń 30 Raju Dantego oraz Sen Geroncjusza Newmana. Wezwanie, o którym wspominaliśmy powyżej, powstało prawdopodobnie w w. XVII. O innych, a także o pieśniach czy wzmiankach w litaniach, mówić tu już niepodobna. Należy natomiast podkreślić, że niektórzy spośród angeli - tych wysłańców, w zbliżeniu się Boga do ludzkości odegrali rolę szczególną, zwłaszcza wówczas, gdy Słowo zstępowało na ziemię, aby stać się ciałem. Tym szczególnym posłańcom Bożym, którym powierzone zostały doniosłe zadania, Pismo Święte nadało imiona. Rafał ukazał więc słodycz Bożej Opatrzności, nachylającej się zarówno nad losem uciśnionych, jak i udrękami sprawiedliwych. Księga Tobiasza mówi o tym, jak był dla nich przewodnikiem, lekarzem, dobroczyńcą. Gabriel odegrał wielką rolę, gdy Syn Boży zstępował na ziemię. On to właśnie zwiastował Marii Jego poczęcie i przemówił słowami, które tak często powtarzamy w pozdrowieniu, nazwanym dlatego anielskim. Michał był w Starym Testamencie opiekunem ludu Bożego, i dlatego też Kościół od najdawniejszych czasów czci go jako własnego opiekuna, bo przecież sam nazywa się ludem Bożym i jest rzeczywiście legalnym spadkobiercą Izraela. Ten to opiekun u św. Jana Ewangelisty ukazuje się też jako pogromca Złego, który pragnąłby zaszkodzić Kościołowi. Tych trzech więc znamy bliżej z ich symbolicznych, pełnych wymowy imion. Tych też chrześcijaństwo od najdawniejszych czasów szczególnie czciło. Na tę cześć, okazywaną uroczyście, wyznaczało rozmaite dni w roku. Sami do niedawna czyniliśmy to w trzech odrębnych terminach. Obecnie, by nie przeciążać kalendarza liturgicznego, archaniołów wspomina się razem w dniu 29 września, natomiast o aniołach stróżach mówią teksty liturgiczne przeznaczone na 2 października. Anioł Karmelita. Urodzony w r. 1185 w Jerozolimie, był synem Żydów, którzy niedawno przyjęli chrzest. Mając lat 19, wstąpił do karmelitów. W r. 1213 przyjął święcenia kapłańskie. Przebywał potem w eremie na górze Karmel. W r. 1219 św. Brokard wysłał go do Honoriusza III dla przedłożenia sytuacji zakonu powstałego przed soborem lateraneńskim IV i dlatego nie objętym soborowym zakazem zakładania nowych zakonnych wspólnot. W Rzymie miał się spotkać ze świętymi Franciszkiem i Dominikiem. Pierwszemu miał przepowiedzieć stygmaty, a Franciszek nawzajem przepowiedział mu męczeństwo. Z Rzymu podążył na Sycylię, gdzie gorliwie zwalczał katarów. Gdy w Licata nawrócił konkubinę jakiegoś rycerza, ten w czasie nabożeństwa wtargnął do kościoła i pięciokrotnie uderzył nań mieczem. Nie pozwolił skrzywdzić napastnika. Zmarł z odniesionych ran 5 maja 1220 r. Spontanicznie uznano go za męczennika, natomiast Żywot (BHL 464-465) wzbudza już nie tylko wątpliwości, ale także głęboką nieufność. Zob także BHL 466-468. Inne w DHGE 3 (1924), 6-9. - Ikonografia w LCI 5 (1973), 164 n. oraz w Bibl. Ss. 1 (1961), 1239-1242 (dwie reprodukcje). Anioł de Scarpettis urodził się w Borgo Sansepolcro, w Umbrii. W r. 1254 wstąpił do augustianów, którzy wysłali go później do Anglii. Rozwinął tam energiczną działalność i pozakładał nowe domy zakonne. Zmarł po powrocie do ojczyzny, w r. 1306. Wspominany jest 15 lutego lub 1 października. Kult zaaprobowano w r. 1921. Anioł z Chiarino (w Marchii Ankońskiej, Clarenus). Urodził się około r. 1250 w rodzinie wieśniaczej. Zrazu występował pod imieniem Pietro da Fossombrone. Gdy wstąpił do franciszkanów, rychło dał się poznać jako rygorysta. Wzbudzało to sprzeciw wielu do tego stopnia, że zamknięto go w karcerze, a potem jako misjonarza wysłano do Armenii. Gdy wrócił, Celestyn V pozwolił mu na zorganizowanie grupy nazwanej pauperes heremitae domini Coelestini. Gdy Bonifacy VIII wycofał papieską aprobatę, uszedł do Grecji. Wrócił stamtąd w r. 1305. Wkrótce został przywódcą spirituales i kilka lat żył w eremie prowincji rzymskiej. W r. 1311 udał się do Awinionu, aby wziąć udział w dyskusji o ubóstwie. Zmuszony do podporządkowania się, został uroczyście potępiony, a potem wtrącony do więzienia. Adresując do Jana XXII swą Epistola excusatoria, zdołał się usprawiedliwić. W latach 1318-1334 spokojnie już rządził swą kongregacją. Zagrożony na nowo przez inkwizycję, schronił się na południu Italii. Zmarł w eremie Santa Maria in Aspro, w Bazylikacie, w dniu 15 czerwca 1337. Zostawił po sobie sporo pism i tłumaczeń z greckiego, zwłaszcza przekład Drabiny raju Jana Klimaka. Potomni oceniali go rozmaicie. Niektórzy uważają dlatego, że po dziś dzień oczekuje na osąd historii. Anioł Carletti z Chivasso (Clavasium, w Ligurii). Urodził się w r. 1411. Doktoraty teologii i prawa zdobył w Bolonii. Po powrocie do ojczyzny ofiarowano mu wysokie stanowiska, ale niebawem wstąpił do obserwantów. Był u nich wikariuszem prowincjonalnym. W r. 1467 towarzyszył Piotrowi z Neapolu na kapitułę do Krakowa, na której doszło do podziału prowincji austriackiej. Odnotował to Jan z Komorowa. Czterokrotnie był potem wikariuszem generalnym. Na żądanie Sykstusa IV głosił krucjatę. Zmarł w Cuneo 11 kwietnia 1495 r. Pozostawił po sobie kilka pism, w tym Summę kazuistyczną, zwaną nieraz Anielską: Summa Angelica casuum conscientiae. Luter spalił ją uroczyście w r. 1520 w Wittenberdze, nazywając -bardziej niż diabelską-. Wystarczająco LThK 1 (1957), 541. Obszerniej, z wykazem starszej literatury: DHGE 3 (1924), 19 n. Anioł Orsucci. Urodził się w r. 1573 w Lukce, w rodzinie szlacheckiej. W r. 1586 wstąpił do dominikanów. W jedenaście lat później otrzymał święcenia kapłańskie. W r. 1600 wyjechał na Filipiny. Potem przez jakiś czas przebywał w Meksyku, ale wrócił do Manili. W r. 1622 wyprawił się do Japonii, ale już po czterech miesiącach został ujęty i w czasie generalnej kaźni razem z innymi spalony w Nagasaki. Stało się to w dniu 10 września. Do grona błogosławionych zaliczony został w r. 1867. Anioł z Acri, w Kalabrii. Urodził się 19 października 1669 r. Wstąpiwszy do kapucynów, przeżył trudny okres wątpliwości i bojaźni o to, czy podoła czekającym go zadaniom. Potem z powodzeniem pracował w Kalabrii i środkowych Włoszech. Słynął z daru czytania w sercach ludzkich i bilokacji. Zmarł w Acri 30 października 1739 r. Beatyfikowany został w r. 1825. W r. 1745 ukazało się pierwsze wydanie jego broszurki pt. Ges- piissimo.
Dziwne uczucie. Przedstawiciele trzech religii: islamu, judaizmu i chrześcijaństwa dyskusję na temat wiary toczą bardzo spokojnie. Stary Żyd, któremu chrześcijanie spalili w synagodze żonę i siedmiu synów, wychował porzucone niemowlę, córkę muzułmanina i chrześcijanki, ale nie narzucił jej żadnej religii. Uczył tylko, jak być "miłym Bogu i ludziom człowiekiem", bo jak powiada, "nie wybraliśmy sobie naszych ludów" i ich wiary. Dziedziczymy wyznanie jak kod genetyczny. Nie może być więc religii gorszej ani lepszej; skoro nikt nie mógł sobie wybrać przodków, na złe i dobre pozostał ich spadkobiercą. Nie chodzi tu o żadną ze współczesnych dyskusji, gdzie jad nienawiści wobec inaczej myślących leje się obficie, agresję fizyczną zaś powstrzymuje obecność kamer. Piszę o "Natanie mędrcu" Gottholda Ephraima Lessinga na Scenie przy Wierzbowej, gdzie konwencja teatru pozwala na spokojne wyłożenie racji bohaterów, ewolucję ich pog
imie boga izraela w starym testamencie