DIa człowieka XXI wieku podane wyżej postacie Iiterackie obrazują jakiś system wartości. Każdy z bohaterów poświęcił swe życie dIa miłości, bez wzgIędu na to, do kogo Iub, do czego była ona skierowana zawsze będzie to właściwe. Jako młody człowiek nie wyobrażam sobie mojej egzystencji bez tego uczucia. 4 grudnia 2016 zagości w Polsce osoba dość nietypowa na tle dzisiejszej cywilizacji konsumpcjonizmu. Kobieta, która w pewnym momencie życia stwierdziła, że do szczęścia i codziennego funkcjonowania tak naprawdę nie potrzeba jej wielu rzeczy, które dotychczas używała i które pozornie wydawały się niezbędne. Takie stwierdzenie było pierwszym krokiem w kierunku zmiany wielu Najpiękniejsze wiersze o miłości i poezja miłosna autorstwa Wisławy Szymborskiej. Powyżej prezentujemy nasz autorski wybór poezji. Jak wiadomo, miłość jest niewyrażalna w słowach. Znaleźli się jednak tacy, którzy próbowali ją opisać i tak powstały najpiękniejsze wiersze o miłości. Ni Z całą pewnością miłość jest ważna w życiu człowieka i nadaje mu sens. To uczucie daje mu poczucie bezpieczeństwa. Pozwala odczuć że jest się dla kogoś ważnym. Pod jej wpływem ludzie potrafią zmienić się na lepszych. Każdy człowiek kocha inaczej i każdy ma prawo do tego, żeby być kochanym. Bez miłości świat byłby Doktryna. Temat 31. Dekalog. Pierwsze przykazanie. Jezus Chrystus nauczał, że do zbawienia konieczne jest wypełnianie przykazań wyrażających istotę prawa moralnego. Pierwsze przykazanie jest podwójne: miłość Boga i miłość bliźniego przez wzgląd na miłość Boga. Pierwsze przykazanie jest podwójne: dotyczy miłości do Boga i Oddziaływanie miłości na życie człowieka jest niezaprzeczalnie bardzo silne. Uczucie do drugiej osoby w ogromnej mierze określa nasze wybory moralne i podejmowane decyzje, daje siłę w zmaganiu się z trudami codziennego dnia i staje się źródłem inspiracji. Jeżeli miłość jest odwzajemniona i szczęśliwa, przyczynia się do . Miłość nie jest jednoznacznym pojęciem, stanowi fenomen w egzystencji człowieka o bardzo zróżnicowanej treści. Miłość jest podstawową potrzebą psychiczną, fundamentem zdrowia psychicznego. Jej istnienie łączy się z zaspokojeniem innych ważnych potrzeb psychicznych: bezpieczeństwa, więzi, rozwoju, akceptacji, poczucia własnej wartości itd. Jej praźródłem i prawzorem jest miłość doznawana od rodziców, uczenie się jej ujawniania i dawanie w życiu rodzinnym. Jest to jakby pierwszy stopień miłości. Drugim stopniem w rozwoju miłości jest uczynienie z niej wizji życia, próba określenia, jak ma wyglądać, jakie są jej kryteria. Inaczej mówiąc tworzy się jej obraz. Treść tego obrazu może w sobie zawierać doświadczenia wyniesione ze środowiska rodzinnego, lektury, modele kreowane przez kulturę oraz, co jest szczególnie ważne, własne projekcje. W obrazie miłości znajdują się nasze najgłębsze potrzeby psychiczne, odbija się w nim typ naszej osobowości. Stąd bierze się inność startu do miłości, zróżnicowanie jej kryteriów i pragnień. U jednych przeważa obraz miłości romantycznej, u innych opiekuńczej, twórczej, erotycznej. Jedni widzą w niej głównie aktywność i rozwój – dzięki miłości mają się słać kimś – inni chcą nią obdarzyć kogoś. Wiele osób zatrzymuje się na jednym z tych stopni, stając się biorcami miłości, realizując jej obraz lub starając się narzucić wizję innym, „wychować do niej” drugą osobę. Głębszym stopniem miłości jest uczynienie z niej życiowej, podstawowej wartości w kontakcie z drugą osobą. W tej miłości następuje wzajemna akceptacja i tolerancja z obu stron, rozwija się fascynacja erotyczna. Rosnąca bliskość psychiczna prowadzi do więzi seksualnej, która jest jednym ze sposobów wyrażania swej miłości. Zakochani żyją w świecie intensywnych uczuć, nastrojów, stają się dla siebie przyjaciółmi, pomagają sobie w rozwoju swych osobowości, radość sprawia im uczynienie czegoś dobrego drugiej osobie. Miłość staje się postawą, jest więc czymś więcej niż uczuciem, jest formą kontaktu z drugim człowiekiem o fascynującej inności osobowościowej, erotycznej, seksualnej. Wyraża się we współżyciu seksualnym, w czułościach, w pomaganiu sobie, w tworzeniu wspólnego systemu wartości, wizji życia. Jest w niej dawanie i branie, radość i wspólnie znoszone cierpienie, dobroć, życzliwość, dialog i tradycji kultury europejskiej mamy do czynienia z czterema podstawowymi rodzajami miłości, które zresztą mogą występować razem i zachodzić na rodzaje miłości:1) Miłość seksualna. Miłość ta oparta jest głównie na więzi fascynacji seksualnej. Współżycie staje się radosnym, dającym szczęście misterium. Druga osoba jest wartością, dobrem, głównie przez swoje zalety partnerstwa seksualnego. Świat zainteresowań, najgłębszych przeżyć, świat psychiczny może być odmienny, ale udana więź seksualna silnie wiąże partnerów. Niejedno małżeństwo „startowało” z takiego punktu wyjściowego. Dalsze możliwości są różne. Udana więź seksualna może stopniowo obejmować i inne cechy i związek staje się bardziej wszechstronny. Jeśli jednak seks dominuje, to istnieje niebezpieczeństwo stopniowego „wypalania się” namiętności i rodzi się niedosyt bardziej głębokiej więzi. 2) Miłość erotyczna. Ten typ miłości oparty jest na fascynacji odmiennością psychoseksualną drugiej osoby. Odnosi się wrażenie, jakby łączyły się ze sobą dwie potrzebujące uzupełnienia natury, powstaje nowa, pełniejsza, doskonalsza. Każdy ma jakiś ulubiony typ męskości/kobiecości, a znalezienie tych cech w danej osobie jest olśnieniem, odkryciem. Tego typu fascynacja może być trwała, radosna, ale może też nie wystarczać. Oczekuje się wówczas szerszej więzi. Miłość erotyczna może być odkrywaniem bogactwa natury drugiej płci, może stymulować twórczość w tym wzajemnym poznawaniu się. 3) Miłość uczuciowa. Ta miłość rozwija się przez świat uczuć i on jest głównym źródłem fascynacji. Poznanie drugiej osoby i wspólnie przeżywane nastroje zmieniają koloryt uczuciowy na jasny, radosny, promieniujący na innych. Zmienia się świat wewnętrzny, wzrasta optymizm, radość, druga osoba przez samą swoją obecność wzbudza pozytywne uczucia, nastroje. Niektórzy mają w tym przeżywaniu coś z transu. Uczucia mają jednak różne prawidłowości, mogą się zmieniać w różne strony i sama więź uczuciowa może być niewystarczająca do powstania trwałego związku. Jeżeli są i inne, wspólne obszary więzi, to istnieje większe prawdopodobieństwo udanego związku. 4) Miłość partnerska (oblubieńcza). Miłość partnerska jest pełniejsza, wielowarstwowa, łączy w sobie elementy poprzednich, ale pogłębiona jest przez wspólny świat zainteresowań, wartości, fascynacji psychicznej, przyjaźni, partnerstwa. Ma najbardziej optymalne warunki do przeobrażenia się w miłość głęboką, prawdziwą i trwałą. Tu powstaje najbardziej twórcza więź, dzięki której partnerzy doskonalą rozwój swych osobowości, czują się dojrzalsi, bogatsi duchowo. Współżycie seksualne staje się wyrazem tego, co się dzieje między nimi, jest nie tyle celem, co rezultatem wzajemnej więzi życia codziennego. Sytuacje konfliktowe i trudne stanowią prawdziwy test miłości. Ośrodkiem centralnym miłości staje się wspólny świat wartości, wizja życia, przewaga My nad Ja obu stron. Im wyższy stopień miłości, tym większe są też jej zagrożenia. Jednym z nich jest uczynienie z miłości z daną osobą głównej wizji życia, jedynego celu i sensu istnienia. Miłość do konkretnej osoby staje się podstawowym źródłem samooceny, poczucia bezpieczeństwa, perspektyw życiowych. Inaczej mówiąc, na drugiej osobie buduje się nie tylko wspólną przyszłość, ale i własny sens życia. W przypadku „zawalenia się” tej miłości zburzeniu ulega wszystko, przyszłość i własna osobowość, traci się cel i sens życia. Dlatego tak dramatyczne bywają losy nieszczęśliwych czy nieudanych miłości. Jeżeli natomiast miłość jest jedną z wartości życia, jednym z celów i sensów życia, to ryzyko niepowodzenia nie daje takiego spustoszenia. Ryzykiem jest budowanie całej wizji życia i jego sensu na jednej osobie. Miłość tworzą określone osobowości – stąd tak różne są jej formy i sposób realizacji. U jednych miłość jest spokojną przystanią, u innych burzliwą przygodą życiową. U jednych dominuje więź intelektualna, u innych uczuciowa. Jedni cenią sobie spokojne barwy i nastroje, inni żywe i barwne. Miłość jednych jest stałym wzajemnym rozwojem, innych oazą itp. Im barwniejsze, bogatsze osobowości, tym większe są możliwości stworzenia fascynującej miłości. Podobnie zróżnicowany jest wspólny świat wartości. Dla jednych jego istotą jest budowanie gniazda rodzinnego, całą energię skierowują na organizację domu, wychowanie dzieci. U innych ten świat wartości wyraża bogatsze aspiracje: szczęśliwy dom, stały rozwój osobowości, ciekawie spędzone życie. Są też związki, które realizują dzięki miłości wartości związane z życiem społecznym. Ich miłość staje się jakby „matrycą” miłości, ich altruizm służy też i innym. Inaczej mówiąc miłość jednych ogranicza się do nich samych, do gniazda, które tworzą, miłość innych promieniuje na ich pasje, zainteresowania, pracę czy też na kontakty z ludźmi. Miłość jest czymś nie znanym. Może być trwała, wierna, spokojna, może też być burzliwa. Jednych zmienia, czyni lepszymi, inni pozostają nie zmienni. Może powstać nagle, z wybuchu i bywa szczęśliwa. Inni mozolą się w jej tworzeniu, całymi latami pracują nad nią. U jednych przychodzi w porę, gdy zaistniało zapotrzebowanie na nią, u innych nie w porę, przeobrażając całe dotychczasowe życie. Miłość jest wielką przygodą, mającą coś z tajemnicy. Jest szansą, możliwością o nie znanej przyszłości. Im bogatsze osobowości, im więcej łączy zakochanych, im większy jest ich altruizm, im bogatszy wspólny system wartości, tym większe szansę na ich miłość. Szkoda jedynie, że tak mało obrazów udanej i prawdziwej miłości spotykamy. Częściej widzimy ją w krzywych zwierciadłach niż w całym jej naturalnym Marta Możesz śledzić wszystkie odpowiedzi do tego wpisu poprzez kanał . Lekarz psychiatra i psychoterapeuta, jeden z najpopularniejszych w Polsce ekspertów z zakresu seksuologii. Przyszedł na świat w 1943 roku w Sieradzu. Jest absolwentem Wydziału Lekarskiego Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Ukończył także filozofię na KUL. Prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej. W latach 1995-1996 był ekspertem MEN, a w latach 1996-1998 liderem programu edukacji seksualnej ONZ. Od prawie dwudziestu lat jest krajowym specjalistą z zakresu seksuologii. Opublikował wiele prac dotyczących seksuologii. Był prowadzącym programy na temat seksu. - Czy pan, jako ekspert od seksu, czuje się seksownie? - Hm, chodzi o to, czy jestem dobrym kochankiem? Powiem tak: bycie seksuologiem z pewnością ułatwia życie intymne. W końcu znamy te różne sztuczki, triki ars amandi i wiemy, jak je wykorzystać. Ale ja nie musiałem ich stosować. Kobiety zawsze do mnie lgnęły, i to wówczas, gdy nie byłem jeszcze seksuologiem. A potem, kiedy już nim zostałem, zdarzało, że ta adoracja stawała się nieznośna. Seksuolodzy, i to niekoniecznie ci atrakcyjni, są często poddawani różnym prowokacjom. Pewnie dlatego, że niektórzy oczekują od nich wprowadzenia w nadzwyczajny świat seksu. - Pacjentki same pchały się panu na kozetkę? - Niektóre chciały tylko umówić się na kawę, inne mniej lub bardziej ostro kokietowały, a jeszcze inne, cóż, dokonywały różnych podchodów, żeby się do mnie zbliżyć. Kiedyś jedna z pacjentek spytała, czy lubię czekoladę. Powiedziałem, że tak, gorzką. Podczas następnej wizyty, zanim zdążyłem przejrzeć wyniki jej badań, ona już leżała na kozetce w stroju Ewy, przykryta jedynie płatkami czekolady. - Sytuacja dość jednoznaczna. Niejeden by się skusił... - Powiedziałem jej, że jako mężczyzna czuję się dowartościowany, a ona pięknie wygląda, ale musimy wrócić do naszej terapii. Pacjentka uśmiechnęła się, ubrała i po sprawie. Tego typu zachowań ze strony kobiet miałem w swojej praktyce wiele. Naprawdę napatrzyłem się i nasłuchałem! - A co na to żona? - Nigdy nie miała problemu z tym, że jestem seksuologiem. Uodporniła się. To trochę tak jak z żoną ginekologa. Czy może być zazdrosna o te dziesiątki kobiet, które co dzień bada jej mąż? To przecież byłoby bez sensu. Poza tym moja żona jest kobietą niezwykle atrakcyjną i to ja mogę być o nią zazdrosny. Jesteśmy razem już ponad 30 lat. To chyba o czymś świadczy. - Jako młody chłopak był pan ministrantem, a tu nagle ten seks. Skąd się wzięło u pana zainteresowanie tym tematem? - Nie mam pojęcia. Tym bardziej że podobno byłem bardzo dobrym ministrantem i księża widzieli mnie w przyszłości w sutannie. W mojej rodzinie nie ma ani pasjonatów seksu, ani erotomanów czy seksualnych dziwaków. Moi rodzice bardzo się kochali i potrafili sobie tę miłość okazywać. Nie mieliśmy tematów tabu, więc może to stąd. - Ale wróżka przepowiedziała panu sławę? - Tak, to prawda. Kiedy miałem sześć lat, wybraliśmy się z rodzicami w miejsce, gdzie zatrzymywały się cygańskie tabory. I tam Cyganka powiedziała rodzicom, że zamieszkam w Warszawie i będę znany. - Od lat przekonuje pan, że seks to zdrowie i można nim się cieszyć w każdym wieku. Tymczasem my wciąż nie potrafimy nawet o tym seksie rozmawiać. Tak przynajmniej wynika z pańskich badań. Jak to więc jest z tym seksem w wieku dojrzałym? - Życie bez miłości i bez seksu to usychanie. Ta chemia, która się wtedy wytwarza, działa na cały organizm. Oczywiście w wieku dojrzałym seks jest inny niż w latach młodości. To mogą być delikatne pieszczoty, trzymanie się za ręce, okazywanie sobie czułości także poza sypialnią. A jeśli jest coś więcej, tym lepiej. - Dziękuję za rozmowę. To częsta historia. Poznali się za młodu, zaiskrzyło, rozmowy do białego rana, ukradkowe szukanie dłoni, pierwsze nieśmiałe pocałunki, czasem coś więcej. Ale z jakiegoś powodu nie wyszło, drogi zakochanych się rozeszły, zauroczenie nie miało szansy przerodzić się w coś poważniejszego. I nagle, po latach, znowu się widzą. Stoją na jednej drodze i tym razem mogą pójść razem w jednym razem jest możliwość, by spełnić marzenie z młodości. Tylko czy warto? Czy ta szczenięca miłość może zamienić się w poważne uczucie? A może lepiej zostawić je tam, gdzie było do tej pory – we wspomnieniach?A kogo to moje oczy widzą?Odnaleziona po długim czasie miłość to wielka zagadka. Po iluś tam latach ten drugi człowiek jest niby ten sam, ale jednak inny. Starszy. Z jakąś przeszłością. Znasz go, ale tylko w jakimś wycinku, bo pomiędzy ostatnim spotkaniem a dniem dzisiejszym jest wielka dziura, bynajmniej nie pusta, i nie wiadomo, co się w niej znajdzie, gdy już się zajrzy z dawne, młodzieńcze uczucie zatrzepotało na nowo w sercu, widząc starą sympatię, to oczywiste, że chce się nadrobić zaległości. Wracają tamte obrazy, emocje, przeżycia, nadzieje. I zwykle pojawia się myśl: to nie przypadek, że los nas znowu skojarzył, to musi być jakiś znak. Jest okazja, grzech nie skorzystać, a niespełniona miłość najczęściej zostaje w świadomości jako coś bardzo pięknego. Pomijając dramatyczne sytuacje, kiedy brak ciągu dalszego wynikał z podłości albo przemocy, nieskonsumowany w całości związek zazwyczaj prowadzi do rozważań, co byłoby gdyby. I niemal zawsze stworzona w głowie wizja jest bardzo kusząca, wspólne życie udane, seks nie zawsze rozdzieleni w przeszłości kochankowie chcą wykorzystać drugą szansę, większość jednak mocno takie spotkanie przeżywa, chociażby dlatego, że wraz z tą osobą wraca młodość, do której trudno nie mieć sentymentu. Apetyt na zbliżenie rośnie zwłaszcza wtedy, gdy drugie podejście nie było tak całkiem przypadkowe – w czasach mediów społecznościowych choćby z ciekawości wyszukujemy dawnych znajomych, a tu przecież można ziścić swoje wielkie pragnienie z teraźniejszość nie zepsuje przeszłości?Tylko właśnie, ponieważ to działo się dawno temu, to niekoniecznie można wejść w nowy związek jak gdyby tamto rozstanie odbyło się wczoraj. Pary, które się schodzą po latach, tak naprawdę muszą się uczyć siebie od nowa, i jest im nawet trudniej, bo aktualny obraz przysłaniają wspomnienia. A kochać w wieku lat dwudziestu to nie to samo co mając czterdziestkę. W młodości wszystko było intensywniejsze, a czas tylko dodaje uroku. Pamięta się magię, słodką nieporadność, te krótkie chwile spędzone razem są idylliczne, prawie jak z dzisiaj? Obie strony najpewniej prowadzą całkiem inny styl życia. Chodzą do pracy, mają obowiązki, wiek już odcisnął na nich jakieś piętno. I wiele tutaj zależy od podejścia do dawnej miłostki – bo jeśli liczy się na filmowe rozwinięcie i wypełnienie krok po kroku wyobrażonego scenariusza, to pewnie nastąpi gorzkie po latach miłości powinno się po prostu dać płynąć swoim tempem, rozwijać naturalnie, a nie czekać, że padnie konkretna kwestia, pocałunek będzie na ławce w parku, a seks na plaży przy dźwiękach ulubionej opery. Łatwo zapomnieć, że chociaż para już ma za sobą historię, to długa przerwa wybiła z rytmu i teraz pewnie pojawi się stres, zakłopotanie, na to doświadczenie?To nie powinno dziwić, wszak przez lata rozłąki ona i on powiększyli swoje życiowe doświadczenia. Wtedy nie mieli jeszcze za sobą zbyt wielu miłosnych przeżyć, inaczej podchodzili do życia, inaczej wyobrażali sobie związek, nie mieli tych wszystkich obciążeń, jakie nadchodzą wraz z dorosłością. I jak w takiej sytuacji przenieść emocje z młodości na wiek bardziej zaawansowany? Chcąc nie chcąc człowiek się zmienia, więc zmienić powinna się także stara-nowa idealnie właśnie pasuje stwierdzenie, że „nie da się wejść drugi raz do tej samej rzeki”. No nie da, lecz kłopot w tym, że gdy jest się mocno przywiązanym do wspomnień i wyobrażeń, to chce się kontynuować odzyskaną miłość, jak gdyby żadnej przerwy nie było. Dlatego największe szanse na nowy start mają ci, którzy rozumieją upływ czasu, akceptują zmiany w drugiej osobie, doceniają dojrzałość zamiast tylko doszukiwać się odniesień do taka przerwa okazuje się być zbawienna, bo pomogła ludziom dorosnąć i odkryć to, co wtedy wydawało się bez znaczenia, a dzisiaj jest ogromnym atutem. Starsi kochankowie widzą, że nie ma co spierać się o głupoty i unosić śmieszną dumą, a silne emocje nie zawsze są najlepszym doradcą. Czas, jaki spędziło się z dala od siebie, pomógł zrozumieć, co naprawdę ceni się w drugiej osobie i dlaczego teraz warto postąpić inaczej. Niedojrzałość i dziecinny upór tym razem niczego nie to odpowiedni moment?Próbować można, gdy w ten cudem odzyskany związek wchodzi się z czystą kartą. To znaczy, ona jest sama, on jest sam, mają uporządkowane sprawy osobiste, są gotowi na nowy związek i tak się składa, że kandydatem na życiowego partnera jest ktoś fajny z przeszłości. Ale gdy odkopane z przeszłości zauroczenie ma być receptą na nieudane życie, to raczej zakończy się osób, gdy nie układa się im w małżeństwie, sięga pamięcią wstecz i przypomina sobie tego fantastycznego chłopaka albo tamtą niesamowitą dziewczynę. Na wspominkach się nie kończy – szuka się tej osoby naprawdę i próbuje na powrót wciągnąć do swojego życia. I tu zaczynają się dramaty, bo dochodzi do zdrady, nie wiadomo co z dziećmi, są kłamstwa, niewinne ofiary, a czar odnowionej miłości szybko pryska i za romansem ciągnie się brzydka smuga – przeżywana druga młodość kończy się po paru miesiącach, gdy już nie da się uciekać dłużej od rzeczywistości, a szalone emocje powoli wygasają i była dziewczyna wprowadza zamęt, miesza w głowie, o odzyskanym chłopaku coraz częściej myśli się, że to jednak błąd, ale stracić go znowu… przerażająca wizja. Nie rozwiązuje się prawdziwego kryzysu, tylko wykorzystuje kogoś, kto przed laty bardzo się podobał, i jego wyidealizowanym wizerunkiem próbuje się zaleczyć rany – z aktualnym partnerem nie wychodzi, bo prawdziwa miłość była z kimś innym, a dzisiaj można to końcu jest szansaCzy zatem taki związek odbudowywany po latach może się udać? Może, ale nie musi. Nie ma tu żadnej reguły, równie dobrze może znowu zaiskrzyć, jak zostawić w głowie rozczarowujące „łeee”. Zawód przeżywają pary, które trafiły na siebie przypadkiem, jak i osoby celowo odnawiające znajomości. Czasem chce się tylko odkurzyć wspomnienia, przypomnieć stare czasy, poczuć dreszczyk emocji, czasem liczy się na dużo, dużo więcej i dostaje to w prezencie od się okazuje, najlepiej takie powroty wychodzą ludziom w mocno zaawansowanym wieku. 30, 40, nawet 50 lat z dala od siebie, a tu proszę, nagły zwrot akcji, jesteśmy razem, przeznaczenie miało rację, zostaliśmy dla siebie stworzeni. Duże znaczenie może mieć tu fakt, że seniorom nie zostało wiele czasu, więc szkoda go marnotrawić na bezproduktywne rozkminki, cieszymy się ze szczęśliwego zbiegu okoliczności i w końcu udaje się to, co kilka dekad temu zostało przerwane. Jak widać, nie w średnim wieku, częściej czują się oszukani ponownym zejściem, bo wygląd już nie ten, bo bardziej powściągliwe, poważne zachowanie, mniej szaleństwa, a więcej wyrachowania, choć tak liczyło się na poryw serca. Przelotny romans to jeszcze, jeszcze, ale żeby na stałe? Nie, to odgrzewanie kotleta, który niestety, nie smakuje aż tak dobrze jak kilkanaście lat temu. A może to po prostu pamięć płata figle?Jak znaleźć szczęście po latach?Główną przeszkodą są własne fantazje, cała ta obudowa, jaką stworzyło się przez minione lata. Jeśli rozstanie było bez gniewu, po prostu wskutek okoliczności, stara miłość pozostaje we wspomnieniach bez wad, zresztą one często nie miały czasu się rozwinąć, bo zauroczenie trwało zbyt krótko. I on został w myślach piękny, młody, dziarski, więc gdy widzi się go z małym brzuszkiem lub po operacji kolana, gdzieś tam w głowie coś nie u wszystkich. Bo są pary, które po latach się zeszły i zbudowały coś naprawdę trwałego. W drugiej szansie dostrzegli zrządzenie losu, interwencję wyższej siły, która połączyła ich na zawsze i od teraz tylko od kochanków zależy, aby nic więcej im na drodze nie stanęło. Jest im trochę szkoda straconego czasu, ale z drugiej strony, może właśnie dlatego teraz bardziej doceniają siebie nawzajem. Będą razem, tylko muszą nad tym popracować. Życiowe doświadczenie działa na ich korzyść, mają więcej cierpliwości, zrozumienia oraz świadomość, że w miłości nie wystarczy tylko się szaleńczo zakochać. Po co nam dzisiaj celibat? Współczesne zainteresowanie mediów celibatem bywa dwuznaczne. Koncentrują się one przede wszystkim na trudnościach i nadużyciach w tej sferze. Nie interesuje ich natomiast teologiczny sens bezżenności dla królestwa niebieskiego. Pojedyncze przypadki zdrady i sprzeniewierzenia się idei celibatu bywają uogólniane, a to rzuca cień na wszystkich księży. Takiego podejścia do problemu nie należy jednak traktować jako prześladowania Kościoła, ale raczej jako trudne wyzwanie do poszukiwania pełniejszego sensu celibatu i wierniejszego zachowywania go. Kiedy na pierwsze strony gazet trafiają przypadki nadużyć seksualnych księży, cała lokalna wspólnota Kościoła winna stawiać sobie pytanie o odpowiedzialność osobistą i wspólnotową za zaistniałe fakty. Powtarzające się wypadki nadużyć nie są jedynie przypadkowym zbiegiem okoliczności, ale pewną wypadkową osobistej nieodpowiedzialności pojedynczych osób i koleżeńskiej tolerancji dla dwuznacznych zachowań moralnych. Jakie warunki powinny zostać spełnione, aby prawo celibatu było szansą? Po pierwsze celibat winien być przyjmowany z motywów nadprzyrodzonych, jako powołanie do naśladowania Jezusa w Jego bezkompromisowym powierzeniu się Ojcu i służbie ludziom. To miłość do Chrystusa Pasterza, i tylko ona, może nadać sens celibatowi. Miłości do Pasterza nie da się zastąpić, choćby i w nadmiarze, miłością do wiernych. My sami bowiem jesteśmy tylko barankami Jezusa, a nasza „władza pasterska” jest uczestnictwem w Jezusowym pasterzowaniu. Kiedy kapłan nie jest zanurzony w miłości Jezusa, jego „pasienie dusz” jest naznaczone grzechem. To właśnie do nas, duchownych, Jezus kieruje słowa: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec (J 10, 1-2). Chrystus jest Pasterzem, ponieważ wszedł do owczarni przez bramę, jaką było całkowite powierzenie się Ojcu. To właśnie posłuszeństwo woli Ojca aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej, uczyniło Go naszym Pasterzem. Odkupiwszy nasze grzechy otworzył nam drogę do Ojca i prowadzi nas do Niego (por. Flp 2, 8). W celibacie kapłańskim głębia nadprzyrodzonej miłości wyraża się w oddaniu Jezusowi także tego, do czego z natury rzeczy mężczyzna ma prawo. Jezus pragnie, aby nasza miłość do Niego urzeczywistniała się we wspólnocie Kościoła i przez Kościół. On sam uczynił Kościół swoim Mistycznym Ciałem. Oddzielanie miłości do Jezusa od miłości do Kościoła jest znakiem braku rozumienia, czym naprawdę jest nadprzyrodzona miłość. Kapłan, chcąc być wierny Jezusowi, winien uznać w duchu wiary, że Kościół ma prawo związać kapłaństwo z bezżennością dla królestwa, do której zaprasza Ewangelia (por. Mt 19, 12). Wewnętrzny opór i podważanie celibatu kapłańskiego tylko dlatego, że jest on ustanowiony przez Kościół, stawia pod znakiem zapytania zarówno autentyczność miłości do Chrystusa, jak też samo powołanie kapłańskie. Nie ma kapłaństwa Chrystusowego bez Kościoła i poza Kościołem. Chrystus powołując nas do służby w ramach wspólnoty Kościoła, czyni nas jego sługami i oddaje nas pod jego władzę. Apostolskie i duszpasterskie motywy celibatu, choć ważne, posiadają drugorzędne znaczenie. Nie mogą być one wysuwane jako pierwszorzędny argument za podtrzymaniem praktyki celibatu. Próba wykazania, że to właśnie bezżenność księży gwarantuje wysoki poziom duszpasterstwa w Kościele katolickim, jest chybiona. Kapłańska postawa oraz duszpasterskie zaangażowanie naszych żonatych współbraci greckokatolickich czy też prawosławnych przeczy takiemu twierdzeniu. Jest wielu kapłanów posiadających własne rodziny, którzy są gorliwymi duszpasterzami, a z drugiej strony bywają księża celibatariusze, tak katolicy, jak i prawosławni, dla których bezżenność staje się jedynie okazją do poświęcania sobie więcej czasu. To nie praktyka celibatu decyduje o wysokim poziomie duszpasterstwa, ale wierność i oddanie Jezusowi. W Kościele katolickim wierność i oddanie Chrystusowi wyraża się także w wierności celibatowi. Większa wolność w relacjach międzyludzkich, brak troski o rodzinę i jej materialny byt, pełniejsza dyspozycyjność w służbie Kościołowi – choć są to niewątpliwie ważne atuty celibatu kapłańskiego, to jednak nie są one ani jedyne, ani też najważniejsze. By celibat stał się szansą, konieczny jest także odpowiedni stopień dojrzałości emocjonalnej oraz zaangażowanie we własny rozwój ludzki i duchowy. To dzięki osobistej dojrzałości ksiądz, posiadający te same potrzeby i pragnienia, co każdy inny mężczyzna, będzie w stanie wewnętrznie zintegrować braki związane z celibatem: brak miłości do kobiety, brak domowego ogniska oraz potomstwa. Celibat, rozumiany wyłącznie jako bezżenność, jest tylko brakiem. Ów brak w życiu kapłana ma pozostać „niezamieszkaną przestrzenią”, pustynią, samotnością serca. To właśnie owa pustynia, samotność staje się dla kapłana miejscem szczególnego spotkania z Bogiem. A ponieważ miejsce spotkania jest trudniejsze i bardziej bolesne, stąd też spotkanie ma szansę stać się głębsze, bardziej intymne. I choć twórcze zainteresowania, tak ważne dla mężczyzny, satysfakcja z pracy duszpasterskiej, głębokie przyjaźnie tak z mężczyznami, jak i kobietami stają się ogromną pomocą w zachowaniu celibatu, to jednak nie są one w stanie wypełnić „braków”, jakie powoduje celibat. Zachowanie celibatu wymaga wielkiej czujności, by „pustynia” – samotność serca nie stała się złomowiskiem, wysypiskiem śmieci. Kiedy bowiem brakuje nadprzyrodzonej motywacji, dzięki której ksiądz staje się zdolny z pogodą ducha znosić braki związane z celibatem, wówczas, jak każdy inny samotny mężczyzna, kuszony jest do sięgania po to, co mogłoby zapełnić wewnętrzną pustkę. I tak szukanie władzy, niezdrowa rywalizacja, zabieganie o uznanie, gromadzenie rzeczy, doznania zmysłowe, dwuznaczne relacje emocjonalne, zainteresowania erotyczne itp. mogą stać się kompensacją, formą pocieszenia po stracie, jaką jest wyrzeczenie się miłości do kobiety i rodzicielstwa. W powieści Krąg Pierwszy opowiadającej o sowieckich łagrach Aleksander Sołżenicyn zamieszcza rozmowę między młodym dwudziestokilkuletnim więźniem Ruśką Doroninem a jego starszym i bardziej doświadczonym kolegą więziennym Glebem Nierżynem: „A czegóż to nas właściwie pozbawiono? – pyta Ruśka w nocnej rozmowie z Glebem. – [...] Jedyne, co nam Pachan mógł zrobić złego – to pozbawić nas kobiet. I to właśnie zrobił. Na dwadzieścia pięć lat. Kto sobie może wyobrazić – walnął pięścią w pierś – czym jest kobieta dla więźnia?!”. Nierżyn odpowiedział przyjacielowi: „Ty... ty uważaj, żebyś nie zwariował! [...] Porzuć te myśli, zaćmią ci rozum. Wpędzą we freudowski kompleks czy simpleks, albo jak tam to diabelstwo się zowie. I w ogóle – sublimacja. Przenieś całą tę energię w inne regiony. Zabierz się do filozofii i nie trzeba ci będzie ani chleba, ani wody, ani ciepła kobiety”. Istotnie – jak twierdzi Sołżenicyn – człowiek pozbawiony miłości traci rozum, wariuje: młody i stary, biedny i bogaty, analfabeta i wykształcony. Wariuje dosłownie lub w przenośni. Egoistyczne życie wyłącznie dla siebie, pełne krzywdy wyrządzonej innym, jest przecież swoistą utratą rozumu. Swoistym obłędem. „Zabieranie się do filozofii”, o którym mówi Nierżyn, to odkrywanie najgłębszego wymiaru ludzkiego życia – życia duchowego. To dzięki niemu możemy przyjąć jakikolwiek brak, na który decydujemy się dobrowolnie lub też na który skazuje nas los. Nie tylko księża żyjący w celibacie stają dzisiaj wobec wielkiego wyzwania. Stają przed nim także małżonkowie. Ich małżeńska więź staje się dzisiaj coraz bardziej krucha. Celibat kapłański pozostaje więc i dla nich ważnym świadectwem, że możemy pozostać wierni sobie, Panu Bogu i tym, których kochamy, jeżeli „zabierzemy się do filozofii”. „Mam 20 lat. Moje życie rodzinne nigdy nie było idealne. Kłótnie, brak miłości i ojczym, który poniżał mnie na każdym kroku, niereagująca mama i problemy finansowe. Nie przelewało się nam a mama obwiniała mnie za to jak żyjemy. Nie byłam osobą bardzo wierzącą, tym bardziej byłam podatna na nieczyste myśli i uległam głosom, które mi podpowiadały, ze ciało może mi pomoc wydostać się z problemów. Zamieściłam ogłoszenie o sprzedaży dziewictwa. Nie miałam chłopaka, ani nigdy nie obcowałam z nikim. Stwierdziłam, ze to nie jest takie złe wyjście. Brak wiary w życiu, modlitwy i praktyki chrześcijańskiej utwierdzał mnie w tym, ze to jest właściwe. Spotkałam na swojej drodze Anioła, nazywam go Tatą, którego nigdy nie miałam. Dzięki temu, ze ogłoszenie trafiło we właściwe ręce zostałam uchroniona od zła, nieczystości i odwrócenia się od Boga. Ludzie z fundacji naprowadzali mnie na dobra drogę i pokazali, ze jestem coś warta i ze mogę poradzić sobie z ich pomocą i stanąć w końcu na nogi. Modlitwa jest nieodłączna częścią mojego życia, gdyby nie Bóg nigdy nie mojej drodze nie pojawiłby się człowiek, który wziął mnie pod swoją opiekę. Fundacja pomaga mi się kształcić i żyć normalnie. Jestem wdzięczna z całego serca i proszę jeśli którakolwiek z was ma problemy, nie radzi sobie, jest wykorzystywana … Zgłoście się, to nic nie kosztuje , co więcej otwiera drzwi na nowe życie. Na życie w zgodzie ze sobą i Bogiem. To wspaniałe, ze organizacje tego typu powstają i ze są ludzie, którzy pomagają. Szczere intencje i dobre serca to wystarczające żeby odmieniać ludzkie życie.” Tak właśnie działa Bóg przez innych ludzi, którzy podejmuję decyzję aby pomagać innym , zresztą sam Jezus stawia jakby warunek, cały czas nawołuje do pomagania drugiemu. Finansowo można , ale najlepiej jest spotkać się twarzą w twarz z kimś kto ma gorzej, kto nie ma się czym odwdzięczyć , to jest szczęście. Szczęście to pomaganie – pomaganie to miłość, Miłość to Jezus , do którego nas prowadzi Maryja Matka Nasza. Zacznij działać , włącz się w jakieś dzieło , ale tak realnie, bez marudzenia, po prostu wstań, zadzwoń, wyjdź do drugiego człowieka, może do fundacji, organizacji społecznej, katolickiej, tam znajdziesz ludzi, którzy wskażą ci drogę jak pomagać , pomogą w działaniu i wytrwałości. Korzyść będziesz miał z tego taką, że poczujesz się wreszcie szczęśliwym, a Jezus zapisze ci to w twoim zeszycie w Niebie. Maryja doda ci sił, na wędrówkę w pomaganiu do, która zawiedzie cię wprost do Nieba bram. źródło:

do czego prowadzi życie bez miłości